„Volare, oh oh … Cantare ohohoho … ” Kojarzycie? To jedna z najbardziej znanych włoskich piosenek na świecie i choć wszyscy nazywają ją po prostu „Volare”, jej prawdziwy tytuł to Nel blu dipinto di blu. Skomponował i wykonywał ją, urodzony w Apulii w przepięknym Polignano a Mare, Domenico Modugno, który jednak przez większość swojej kariery brany był za Sycylijczyka i błędu tego nawet nie starał się prostować. Po dzisiejszej wyciecze zupełnie nie rozumiemy dlaczego.

Polignano a Mare

Jeśli chodzi o śródziemnomorskie mieściny, ich starówki, plątaniny uliczek, nadmorskie promenady, zabytkowe kościoły itp. to chyba nigdy nie mamy dosyć i w zachwyty nad nimi popadamy arcyłatwo. Dlatego też jeśli powiemy, że Polignano a Mare jest absolutnie prześliczne i niewyobrażalnie piękne z wszystkich tych wyżej wymienionych powodów, to stwierdzicie, że mówimy tak o każdym miejscu. Pewnie będzie w tym trochę racji, jednak po dzisiejszym dniu staliśmy się absolutnymi fanami Polignano a Mare, jego szmaragdowych wód, cytatów odręcznie napisanych na murach kamienic, kamienistej plaży między skalistymi klifami i tego, że w plątaninie ulic co raz można napotkać na punkt widokowy, który pozwala na nią spojrzeć z innej perspektywy.

Monopoli – Trattoria Il Brigante – grillowany kalmar i ośmiornica

O Monopoli (nie mylić z Monopoly, popularną planszówką) dowiedzieliśmy się z lektury magazynu dostępnego na pokładzie samolotu, którym przybyliśmy do Bari. Sami z siebie pewnie nigdy byśmy nie zdecydowali się tam zajechać a tak, lektura artykułu i zdjęcia skutecznie nas do tego zachęciły. Polignano a Mare to nie jest 😛 , zwiedzanie utrudniał też fakt, iż zamek i wszystkie kościoły (poza katedrą) były pozamykane na cztery spusty. Nie mniej spacer w miłych okolicznościach przyrody zawsze w cenie a Monopoli zapamiętamy głównie z innego powodu: kulinaria! Trattorię Il Brigante znaleźliśmy zupełnie przypadkowo. Wystawione na zewnątrz menu wyglądało tak zachęcająco, że w mgnieniu oka podjęliśmy decyzję na tak. Urządziliśmy sobie ucztę na prawdziwych Włochów: makaron na pierwsze danie, owoce morza na drugie i deser na koniec. Gdyby nie fakt, że w międzyczasie zaczęła się sjesta, lokal zamknięto i do konsumpcji najprawdopodobniej przystąpiła sama obsługa, poprosilibyśmy jeszcze o espresso 😀 Swoją drogą przemiłe było to, że nikt nas absolutnie nie pospieszał, nie wyganiał, nie sugerował w najmniejszym stopniu, że od teraz do wieczora trwa przerwa i powinniśmy sobie już pójść. Podejrzewam, że to nas bardziej „uwierał” fakt, że siedzimy tam i kończymy jeść już niejako po godzinach.

Plany na jutro jeszcze niesprecyzowane. Jest w czym wybierać! A po tym jak dziś zadaliśmy sobie sprawę, że nasz przewodnik po Południu Włoch nawet nie wspomina o istnieniu Polignano a Mare, strach się bać jakie jeszcze skarby przed nami ukrywa!

 

Autor

1 komentarz

  1. Oczywiście,że kojarzę piosenkę, to jedna z tych, które na zawsze zapadają w pamięci. Pięknie tam biało-niebiesko, do tego turkusowa woda i te uliczki, krużganki, donice z roślinkami tak jak ja lubię. Cudo!!!

Napisz komentarz